ARTYKUŁY

12 Lut 2018

Przełom na aukcji numizmatów – złotówka zamieszka w zamku

– Cena wywoławcza 80 tys. zł – padło przy pozycji 903, a wnętrza z sali zaczął się przebijać miarowy szum.

Z 80 tys. zł przeszliśmy na 120 tys. zł. Mamy 130 tys. zł – rozległo się po chwili – moneta, która nie występowała od 200 lat w handlu, której nie mają polskie muzea… 

 

Unikatowy tymf z 1664 r. prawdopodobnie na długo zniknie po tej aukcji z obiegu, bo – zupełnie niespodziewanie – pod koniec licytacji ze swojego wyjątkowego prawa postanowił skorzystać Zamek Królewski w Warszawie. Jak poinformował Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka, to prawdziwy precedens, bo z prawem pierwokupu bardziej kojarzy się rynek bibliofilski, a trudno sobie przypomnieć podobną sytuację na numizmatycznym. 

 

Sam bohater emocjonującego wydarzenia potrafi przy tym zaskakiwać, bo nie dosyć, że urzędowo to właściwie tylko złotówka, to jeszcze będąca owocem sprawnie przemyślanego oszustwa. Tymf jest potoczną nazwą ukutą dla nominału jednego złotego, który ówcześnie liczony był jako 30 groszy. Z założenia, że wartość monety nie jest umowna, tylko opiera się na kruszcu, srebra w takiej złotówce musiało być za 30 gr – a nie za kilkanaście, jak postanowiono w źle przyjętym, chociaż nieuniknionym geście ratowania gospodarki po szwedzkim potopie.

 

Kraj wymagał odbudowy, wojsko buntowało się, żądając zaległego żołdu, długi państwa narastały, a skarbiec świecił pustkami. Sytuacja wymagała szybkiego, skutecznego działania i takie też podjęto. Dziś nazwalibyśmy je po prostu dodrukiem pieniądza – podaje ekspert na stronie GNDM, odnosząc się do emisji, w której pieniądz wciąż opisany był jako „XXX GRO POL”, a więc trzydzieści groszy, a srebra było nim za mniej niż połowę nominalnej wartości. Takie jawnie przeszacowane złotówki znane są jednak z katalogów – z czteropolową tarczą herbową i ukoronowanym monogramem króla na awersie – skąd więc odważny pomysł, żeby kupować numizmat do zamkowych zbiorów?

 

Czego trudno się domyślić, patrząc na okładkę katalogu, wystawiony tymf był wyraźnie okazalszy od tych obiegowych, a co widać dobitnie – zamiast monogramu jego awers przedstawiał drobiazgowo opracowaną postać króla w zbroi. Wiedząc, że w XVII-wiecznym mennictwie nie praktykowano wybijania prób, zagadkowa złotówka musiała pochodzić z jakiejś szlachetniejszej i szybko zlikwidowanej emisji wstępnej. Jak sugeruje katalog, dzierżawcy mennic odkładali czasem po egzemplarzu z najświeższej produkcji dla kolekcjonerów rangi Radziwiłła, natomiast serie uznawane za nieudane nie trafiały wcale do obiegu, tylko z powrotem do kotła.

 

W tyglu musiały więc zmięknąć wszystkie efektowne wypukłości portretowego tymfa, bo rządzący zdecydowali się na jeszcze śmielsze posunięcie – skoro zdecydowano już, że kurs zostanie zawyżony sztucznie, wartość srebra można było obniżyć jeszcze mocniej. Egzemplarz, który został prawdopodobnie odłożony do szlacheckich zbiorów, wymieniony był na początku XIX w., kiedy sporządzano inwentarz w kolekcji Radziwiłłowskiej. Nie pojawił się w obiegu, a jego zdjęcia brakuje nawet w Katalogu Monet Polskich.

 

Z 80 tys. zł przeszliśmy na 120 tys. zł. Mamy 130 tys. zł… 

Moneta, która nie występowała od 200 lat w handlu i której do niedzieli nie miały polskie muzea.

 

 

 

Czym jest prawo pierwokupu?

Zgodnie z art. 20 pkt. 2 Ustawy o muzeach, każde rejestrowane polskie muzeum posiada wobec obiektu tzw. prawo pierwokupu, z którego może skorzystać bezpośrednio na aukcji, zgłaszając chęć zakupu po cenie wylicytowanej. Muzea nie figurujące w Państwowym Rejestrze Muzeów – liczącym 123 instytucje – mogą nabywać obiekty w tradycyjnej drodze licytacji. Żeby organizator aukcji nie był stratny, prawo pierwokupu zakłada, że instytucja uprawniona do pierwokupu musi zaczekać do zakończenia licytacji.

 

 

Jan II Kazimierz, Złotówka PORTRETOWA (Tymf) 1664 AT – UNIKAT

 

 

fot. Gabinet Numizmatyczny Damian Marciniak

Relacja z aukcji dostępna jest na profilu GNDM.

 

 

wiera

Alternatywne.pl

Alternatywne.pl