ARTYKUŁY

08 Lut 2019

Matka Boska bita? Historie monet zdradza Damian Marciniak

Gabinet Numizmatyczny Damian Marciniak → aukcja: 9-13 lutego

 

Obracając w dłoni starą monetę, dotykamy czasem historii bujniejszej, niż się wydaje – od gorącego tygla mennicy przez wojny i królewskie skarbce po… zbiory dawnych kolekcjonerów, którzy potrafili nawet zdjąć ze ściany obraz Matejki, żeby kupić pieniążek wielkości winogrona.

Na 2020 r. przewiduje się otwarcie ekspozycji jednej z takich kolekcji w stołecznym Muzeum Narodowym, któremu pod koniec ubiegłego roku przekazany został cenny zbiór hrabiego Kazimierza Sobańskiego. O losach kolekcji badacze opowiedzą 8 lutego podczas piątkowej sesji wykładowej w warszawskim Marriocie, dlatego pora zapytać Damiana Marciniaka – organizatora – jaki głowa numizmatyka potrafi jeszcze skrywać kosmos.

 

 

 

Nielegalna Matka Boska

 

fot. Gabinet Numizmatyczny Damian Marciniak 

 

Żeby rozwiać wątpliwości: międzywojenny kolekcjoner – owszem – zlecił bicie wizerunku Marii z Dzieciątkiem, ale w dobrej wierze, a nie w charakterze przemocy. Wybitnie rzadkie na kolekcjonerskim rynku monety z częstochowskim obrazem powstały niby jako zwykłe pieniądze, ale całkowicie prywatne i mieszczące się razem w jednej ręce…

Mówimy o ogromnej rzadkości – monecie nierządowej. Wystawione na najbliższą aukcję 5 złotych wykonano w latach 20. na zamówienie sopockiego kolekcjonera Waleriana Amrogowicza, któremu nie do końca podobały się obiegowe nominały II RP. Nakładem zaledwie dziesięciu egzemplarzy niemiecką mennicę opuściły dwa nominały: 2 i 5 złotych, które nie trafiły jednak do portfeli, bo byłoby to bezprawne – wyjaśnia Damian Marciniak, który obecność monety na aukcji komentuje nie inaczej niż w kategorii objawień.

 

 

Tajemnicze znaki w polu

 

fot. Gabinet Numizmatyczny Damian Marciniak 

 

Czy kolekcjoner monet zdolny byłby dołożyć nawet płótno Matejki, żeby zdobyć eksponat? Potwierdza to historia niepozornego florena z krakowskiego muzeum, jednak żeby nie naginać jej biegu, wypada zaznaczyć, że artysta był zaledwie dekadę młodszy od kolekcjonera, Emeryka Hutten-Czapskiego. Obecnie egzemplarze pochodzące z jego zbiorów opisywane są w katalogach jako „ex. Czapski”, a – przyglądając się monecie uważnie – możemy zauważyć wybity własnościowy znak, jak na wystawionym na aukcję talarze Augusta III Sasa, który licytowany będzie 9 lutego w ramach kolekcji trzech ostatnich królów Polski. Czy zawsze te drobne znaki są tak oczywiste?

– Czasem kryją tajemnice. Czapski oznaczał swoje monety herbem Leliwa z literką C, Potocki herbem Pilawa, ale zdarzają się na rynku również egzemplarze wyjątkowe, duże i rzadkie – jak 10-dukatowy medal Zygmunta Starego z ostatniej nowojorskiej aukcji – ze znakiem anonimowym dla badaczy. Zbiór musiał być znamienity, bo punca pojawia się na monetach najwyższej klasy, jednocześnie na tych samych okazach nabite są bardzo często znaki własnościowe np. Potockiego, co wskazuje, że zbiór musiał pamiętać jeszcze dawniejsze czasy. Tajemnicza punca zadziwia też położeniem – cecha nigdy nie jest wybita w polu monety, tylko na obrzeżu i starannie na godzinie 12. Jedna z hipotez sugerowała, że tak kolekcję swoją mógł oznaczać król Stanisław August Poniatowski, ale na razie pozostaje to zagadką dla badaczy – komentuje Damian Marciniak, poddając temat poszukiwaczom skarbów.

 

Niech śmierć nadejdzie jutro…

 

fot. Gabinet Numizmatyczny Damian Marciniak 

 

…mógł snuć numizmatyk, skoro kolekcja polskiego pochodzenia przedsiębiorcy pogrzebowego ze Stanów Zjednoczonych rozrastała się w końcu przez ostateczność. Kiedy trafiła na nowojorską aukcję kilkanaście lat temu, uzyskała łączną wartość nieco ponad 2 mln dolarów. Dużo to, czy mało?

Słynna aukcja kolekcji Karolkiewicza obyła się w 2000 r., a wtedy realia rynku numizmatycznego były zupełnie inne i świadomość pochodzenia z wybitnego zbioru nie była tak rozwinięta jak obecnie. Pojedyncze monety należące kiedyś do numizmatyka osiągają aktualnie olbrzymie przebicia cenowe względem porównywalnych sztuk bez tej przynależności. Widać to zwłaszcza na monetach próbnych okresu II RP, które – pochodząc z kolekcji Karolkiewicza – kosztują 50-100 proc. więcej – zauważa Damian Marciniak, wskazując jako przykład z katalogu klipę z żaglowcem z 1936 r. Próbne 5 złotych ze zbiorów Karolkiewicza zachowało się w nienagannym stanie, natomiast użyte określenie oznacza na rynku numizmatów formę kwadratu – chcąc rywalizować o nią na aukcji, trzeba jednak pilnie uważać, bo po śląsku klipa to nie żadna moneta ani kwadrat, tylko gapa.

 

 

 

 

Kliknij, aby zobaczyć katalog.

fot. Gabinet Numizmatyczny Damian Marciniak

 

wiera

Alternatywne.pl

Alternatywne.pl